- Mamooo, oni mówią że w zdrowym ciele zdrowy duch.
- No dobrze mówią.
- Ale duchy nie istnieją!
- To prawda, ale to takie przysłowie.
- A co to oznacza?
- Że jak ćwiczysz, zjadasz właściwe rzeczy, jesteś wypoczęta i zdrowa, to w środku czujesz się dobrze, masz świetny humor, jest ci wesoło.
- A ten duch?
- Ten duch, to ty w środku. To co czujesz i myślisz.
- A gdzie to cielę ?
°°°°°°°°
- Mamooo, a czy na pewno przyjdzie jesień?
- Tak kochanie. Nie boj się.
- Nie boję się. Niczego. Tylko potworów i duchów.
- Serio?
- Tak, ale duchy nie istnieją...prawda?
- Nie istnieją także potwory, więc nie musisz się bać.
- Trochę muszę. Bo jak jednak są jakieś, to na przypadek** ja już się boję.
** wszelki wypadek
°°°°°°°°°°
- Mamo, a ona mi zabrala hulajnogę żeby pojeździć, a ja chciałam być pierwsza!
- Zaczekaj, pojeździ i ci odda przecież.
- Ale ja nie chcę żebym miała drugość, chciałabym zawsze mieć pierwszość.
- Yyym ahaa. A dlaczego?
- Żeby moja była ważność.
środa, 20 lipca 2016
wtorek, 19 lipca 2016
61. Up and down
Róża opanowała samodzielne huśtanie, w związku z czym jej matka mówi "bujaj się młoda" i radośnie skreśla kolejny punkt obsługi na placu zabaw wznosząc kubkiem kawy toast za wolność. ("Zjeżdżaj" i "gońcie się"' wypowiadane tysiąckrotnie choćby tylko w kontekście berka i ślizgawki, już tak nie cieszy matki tęsknie zerkającej w stronę ławeczek )
Obecnie każdy, przypadkowo nawet znajdujący się w okolicy placu zabaw słyszy zatem :
- Heeej! Cioociu (wujku, mamo dziewczynki, pani z siatką, pieskuuu, żuluuu w krzakach) patrz jak się huśtam samaaaa!
A ziemia ani na sekundę nie zwolniła.
A media milczą.
Słońce wyszło, pogoda się poprawia, znak że sie mi się urlop kończy. Jak co roku blada jak śmietana wrócę do pracy wraz z rzeszą lipcowych urlopowiczów. Z moją karnacją to i tak niewielka strata, ale lubię sobie marzyć że opalam się na brąz, który nie schodzi po dniu wraz z naskórkiem.
Róża czeka powrotu do przedszkola. Wakacje wakacjami, ale czeka awans.
Swoja drogą - wspaniały czas w którym nazwa "średniak" jest powodem do dumy...
Obecnie każdy, przypadkowo nawet znajdujący się w okolicy placu zabaw słyszy zatem :
- Heeej! Cioociu (wujku, mamo dziewczynki, pani z siatką, pieskuuu, żuluuu w krzakach) patrz jak się huśtam samaaaa!
A ziemia ani na sekundę nie zwolniła.
A media milczą.
Słońce wyszło, pogoda się poprawia, znak że sie mi się urlop kończy. Jak co roku blada jak śmietana wrócę do pracy wraz z rzeszą lipcowych urlopowiczów. Z moją karnacją to i tak niewielka strata, ale lubię sobie marzyć że opalam się na brąz, który nie schodzi po dniu wraz z naskórkiem.
Róża czeka powrotu do przedszkola. Wakacje wakacjami, ale czeka awans.
Swoja drogą - wspaniały czas w którym nazwa "średniak" jest powodem do dumy...
środa, 13 lipca 2016
60. Być kobietą...
Róża wróciła z podwórka brudna jak górnik. Spocone strączki włosów kleiły się do usmarowanej lodami buzi. Do rąk noszących ślady po czekoladzie przylepiły się smugi szarego piachu, a skarpetki po zdjęciu z nóg nie zmieniały swojej formy.
Zważywszy na fakt że przeryczała ostatnie 10 minut powrotu do domu ("Ja nie chceeeee iść dooo doooomuuuuu!!!!") oczy i policzki miala w czerwone cętki. Gile, strupy na kolanach i czarne pazury dopełniały stylizacji. Cud miód i orzeszki.
Stanęła przy lustrze w przedpokoju, przez moment w zadumie dłubała w nosie, po czym stwierdziła:
- Mamooo, ta opaska z koroną nie pasuje...powinna być kwiatuszkowa.
Zdecydowanie.
Pięć minut później na widok swojej urodziwej córki, tatko w szoku zarządził natychmiastową kąpiel. Rozległ sie wrzask, ponieważ Róża przechodzi właśnie fazę wyjca i wpada w rozpacz średnio czterdzieści razy na godzinę.
- GŁUPI!! - wrzasnęła w powietrze.
- Słucham? Co jest moja panno głupie? - zainteresowałam się z łazienki.
Nastąpiła ciężka pauza. Róża poczuła ze stąpa po kruchym lodzie, toteż gwałtowne procesy myślowe przebiegły jej przez twarz.
- Głupi ten świat! - wrzasnął mały brudas w akcie desperacji.
Zdecydowanie.
Odmakając w wannie z ponurym wyrazem twarzy, Róża prowadziła dialog z plastikową płaszczką.
- Nigdy ci powiem mojej tajemnicy. Bo nie masz uszów. Albo powiem ci, ale pamiętaj że to tajemnica. Nikomu nie mów. Ale ty nie powiesz, bo nie masz buzi. Jakie to smutne i zabawne...
Zdecydowanie.
Zważywszy na fakt że przeryczała ostatnie 10 minut powrotu do domu ("Ja nie chceeeee iść dooo doooomuuuuu!!!!") oczy i policzki miala w czerwone cętki. Gile, strupy na kolanach i czarne pazury dopełniały stylizacji. Cud miód i orzeszki.
Stanęła przy lustrze w przedpokoju, przez moment w zadumie dłubała w nosie, po czym stwierdziła:
- Mamooo, ta opaska z koroną nie pasuje...powinna być kwiatuszkowa.
Zdecydowanie.
Pięć minut później na widok swojej urodziwej córki, tatko w szoku zarządził natychmiastową kąpiel. Rozległ sie wrzask, ponieważ Róża przechodzi właśnie fazę wyjca i wpada w rozpacz średnio czterdzieści razy na godzinę.
- GŁUPI!! - wrzasnęła w powietrze.
- Słucham? Co jest moja panno głupie? - zainteresowałam się z łazienki.
Nastąpiła ciężka pauza. Róża poczuła ze stąpa po kruchym lodzie, toteż gwałtowne procesy myślowe przebiegły jej przez twarz.
- Głupi ten świat! - wrzasnął mały brudas w akcie desperacji.
Zdecydowanie.
Odmakając w wannie z ponurym wyrazem twarzy, Róża prowadziła dialog z plastikową płaszczką.
- Nigdy ci powiem mojej tajemnicy. Bo nie masz uszów. Albo powiem ci, ale pamiętaj że to tajemnica. Nikomu nie mów. Ale ty nie powiesz, bo nie masz buzi. Jakie to smutne i zabawne...
Zdecydowanie.
![]() |
| Para nad rzeką |
wtorek, 28 czerwca 2016
59. Spotkanie
- Przepraszam Panią, czy Pani dobrze zna ten sklep?- usłyszałam zza regału z owocami zakłopotany głos.
Przez setną sekundy odganiałam iluzję mówiących arbuzów, po czym ujrzałam niziutką staruszkę, która wyłoniła się zza półki. Była zagubiona i urocza. Wzbudzała sympatię już samym spojrzeniem. Coś w wyrazie jej oczu zdawało się mówić że to tylko przebranie, że tak naprawdę jest młodą dziewczyną i że to całe szukanie rajstop po nieznanym sobie sklepie jest strasznie śmieszne. Ponieważ opowiadanie o kierunkach nie należy do moich specjalności, postanowiłam popilotować kobietę osobiście, a Róża siedząc w krzesełku wózka robiła za GPS z funkcją damy do towarzystwa. Pani Stefania, jak zdołała ustalić moja córka ze śledczym genem podbitym dziecięcą bezczelną otwartością, przyjechała tu do siostry z południa. Nie ma wnuków, ani dzieci, bardzo lubi bułki i mleko, a jutro wybiera sie nad morze, nad którym nie była trzydzieści lat. Chciałby zabrać siostrę ze sobą, ale ta bardzo boi sie że zmarznie, więc pani Stefania chciałaby kupić jej rajstopy. Ona sama rajstop nie lubi, bo w ogóle nie marznie w nogi. Czasem jak wieje wiatr to w głowę. Jak kupi te rajstopy a siostra nie pojedzie to co z tymi galotami zrobić?
Z ogromnym rozczuleniem patrzyłam jak pani Stefania i Różka rozmawiają, jakby siedemdziesięcioletnia różnica wieku była tylko umową. Pochylona nad ladą z serem słuchałam z uśmiechem ich wspólnej recytacji wierszyka o baloniku, oraz zwierzeń na temat czesania się grzebieniem (obie tego nie cierpią)
i opowieści o kotach.
Po wyjściu ze sklepu pożegnałyśmy się serdecznie.
- Mamoo, a spotkamy jeszcze tą naszą przyjaciółkę? - spytała Róża w drodze powrotnej.
-Możliwe córeczko, bardzo bym chciała.
Nie wiem do jakiej myśli wracając do domu uśmiechało się moje dziecko, ale ja cały czas widzę cudowną Panią Stefanię z rajstopami na głowie.
Przez setną sekundy odganiałam iluzję mówiących arbuzów, po czym ujrzałam niziutką staruszkę, która wyłoniła się zza półki. Była zagubiona i urocza. Wzbudzała sympatię już samym spojrzeniem. Coś w wyrazie jej oczu zdawało się mówić że to tylko przebranie, że tak naprawdę jest młodą dziewczyną i że to całe szukanie rajstop po nieznanym sobie sklepie jest strasznie śmieszne. Ponieważ opowiadanie o kierunkach nie należy do moich specjalności, postanowiłam popilotować kobietę osobiście, a Róża siedząc w krzesełku wózka robiła za GPS z funkcją damy do towarzystwa. Pani Stefania, jak zdołała ustalić moja córka ze śledczym genem podbitym dziecięcą bezczelną otwartością, przyjechała tu do siostry z południa. Nie ma wnuków, ani dzieci, bardzo lubi bułki i mleko, a jutro wybiera sie nad morze, nad którym nie była trzydzieści lat. Chciałby zabrać siostrę ze sobą, ale ta bardzo boi sie że zmarznie, więc pani Stefania chciałaby kupić jej rajstopy. Ona sama rajstop nie lubi, bo w ogóle nie marznie w nogi. Czasem jak wieje wiatr to w głowę. Jak kupi te rajstopy a siostra nie pojedzie to co z tymi galotami zrobić?
Z ogromnym rozczuleniem patrzyłam jak pani Stefania i Różka rozmawiają, jakby siedemdziesięcioletnia różnica wieku była tylko umową. Pochylona nad ladą z serem słuchałam z uśmiechem ich wspólnej recytacji wierszyka o baloniku, oraz zwierzeń na temat czesania się grzebieniem (obie tego nie cierpią)
i opowieści o kotach.
Po wyjściu ze sklepu pożegnałyśmy się serdecznie.
- Mamoo, a spotkamy jeszcze tą naszą przyjaciółkę? - spytała Róża w drodze powrotnej.
-Możliwe córeczko, bardzo bym chciała.
Nie wiem do jakiej myśli wracając do domu uśmiechało się moje dziecko, ale ja cały czas widzę cudowną Panią Stefanię z rajstopami na głowie.
sobota, 25 czerwca 2016
58. Dream on
Trudna sprawa z tym spełnianiem marzeń. Myślę ze rzeczywistość nie nadąża za różaną wyobraźnią i rzadko kiedy potrafi sprostać jej oczekiwaniom. Byłyśmy w cyrku i co tu dużo mówić, nooo...nie urwało nam. To znaczy cześć artystyczna nie urwała, bo przerwa dostarczyła emocji aż nadto, głównie dzięki ustawicznemu odmawianiu Rózi dostępu do waty cukrowej, popcornu z tytki, balona na patyku, pepsi w wiadrze, przejażdżki wielbłądem, oraz naręcza świecących durnostojek rodem z Chin. A to wszystko dlatego, że przed wyjściem zapomniałam zaciągnąć kredyt konsumpcyjny, który jako jedyny sprostałby skandalicznej marży cyrkowej.
Dziecko zaprawione w żebraniu wyłudziło och`nastą koronę - tym razem (a jakże!) świecącą, oraz loda. Wcale nie byłabym zdziwiona, gdyby okazało się, że to będą Róży jedyne wspomnienia z cyrku. No, może poza linoskoczkiem, który zmotywował ją poważnych przemyśleń nad porzuceniem kariery strażaczki. Na razie trenuje na krawężnikach i o dziwo idzie jej nieźle ( uwzględniwszy posiadanie obłędnika ). Reszta popisów przyjmowana była beznamiętnie, a zainteresowanie mojej córki oscylowało głównie wokół korony i ustawicznego sprawdzania, czy aby świeci. Raz się ożywiła podczas pokazu żonglerki maczugami wołając: "Mamoo! Patrz - jak w prawdziwym cyrku!"
Klauni budzili odrazę w nas obu, u każdej z innego powodu. Córkę moją, wrażliwą na ludzką krzywdę zestresował Gino, który grał idiotę uderzającego się ciągle w palec i płaczącego fontannami łez. Przy pokazie klauniego spadania z rozpadającego się roweru Róża wstała i orzekła, że męczy ją ten cyrk i kiedy koniec w ogóle. Ja udręczona obłudą klauna Tito wyłudzającego podpisy pod petycją w sprawie obrony cyrków ze zwierzętami też zaczęłam nerwowo popatrywać na zegarek.
Pozostało mi czekać, aż w dziecku moim zakiełkuje nowe Wielkie Marzenie, bo cyrk już mamy z głowy.
Dziecko zaprawione w żebraniu wyłudziło och`nastą koronę - tym razem (a jakże!) świecącą, oraz loda. Wcale nie byłabym zdziwiona, gdyby okazało się, że to będą Róży jedyne wspomnienia z cyrku. No, może poza linoskoczkiem, który zmotywował ją poważnych przemyśleń nad porzuceniem kariery strażaczki. Na razie trenuje na krawężnikach i o dziwo idzie jej nieźle ( uwzględniwszy posiadanie obłędnika ). Reszta popisów przyjmowana była beznamiętnie, a zainteresowanie mojej córki oscylowało głównie wokół korony i ustawicznego sprawdzania, czy aby świeci. Raz się ożywiła podczas pokazu żonglerki maczugami wołając: "Mamoo! Patrz - jak w prawdziwym cyrku!"
Klauni budzili odrazę w nas obu, u każdej z innego powodu. Córkę moją, wrażliwą na ludzką krzywdę zestresował Gino, który grał idiotę uderzającego się ciągle w palec i płaczącego fontannami łez. Przy pokazie klauniego spadania z rozpadającego się roweru Róża wstała i orzekła, że męczy ją ten cyrk i kiedy koniec w ogóle. Ja udręczona obłudą klauna Tito wyłudzającego podpisy pod petycją w sprawie obrony cyrków ze zwierzętami też zaczęłam nerwowo popatrywać na zegarek.
Pozostało mi czekać, aż w dziecku moim zakiełkuje nowe Wielkie Marzenie, bo cyrk już mamy z głowy.
![]() |
| taaa, wiem... ale ryczała coraz głośniej, a ja mam słabe nerwy ,więc nabyłam |
![]() |
| lina później |
poniedziałek, 13 czerwca 2016
57. Ja o chlebie....
Wracamy z przedszkola skacząc po kałużach. Ja symbolicznie ciapię po obrzeżach, natomiast dziecię radośnie szarżuje środkiem bajora. Nagle przystaje w natchnieniu i wypowiada z ręką w górze :
- Mamo! Jak wspaniale byłoby wskoczyć w środek kałuży z najwyższej gałęzi drzewa!!
- Najpierw trzeba by było przeżyć... - mamrocze morderca najwspanialszych pomysłów czyli ja.
- Masz rację. To trzeba przeżyć.
- Mamo! Jak wspaniale byłoby wskoczyć w środek kałuży z najwyższej gałęzi drzewa!!
- Najpierw trzeba by było przeżyć... - mamrocze morderca najwspanialszych pomysłów czyli ja.
- Masz rację. To trzeba przeżyć.
czwartek, 9 czerwca 2016
56. Cyrk
Różana fascynacja cyrkiem nie straciła na mocy. Mimo przeprowadzenia poważnej rozmowy o okrutnym traktowaniu zwierząt podczas tresury oraz mówieniu tonem kategorycznym, że jestem absolutną przeciwniczką takich imprez z przyczyn estetyczno-ideologicznych, córka utrzymuje, że cyrk najwspanialszą rozrywką na świecie jest. Odniosłam nawet wrażenie, że moje dydaktyczne mowy wywołały nieco odwrotny skutek i obecnie naciski na tę ludyczną uciechę przybrały na sile.
Co roku w wakacje stawał jakiś namiot, więc Rózia zaprogramowała się że na hasło "lato" odzewem jest "cyrk". Obiecałam że RAZ pójdziemy i słowa dotrzymam. Jeśli pokocha to co tam ujrzy, to Julinek wzbogaci się o uczennicę z obłędnikiem. Obłędnik, jest to hybryda błędnika (odziedziczona po mnie), mająca niewiele wspólnego ze zmysłem równowagi, za to doprowadzająca postronnych do szału. Ludzie z obłędnikiem nie zawsze trafiaja centralnie w drzwi, wywalają się na prostej drodze, strącają łokciem oddalone o pięć metrów miśnieńskie porcelany...
Idealny materiał na cyrkowca.
Póki co, Róża ćwiczy tańce z pomponami w stylu american cheelider. Choreografia własna, rymy własne , tematyka życiowa. Próbka?
" w ki-bel-ku
w ki-bel-ku
ro-bi-się -si-ku"
Co roku w wakacje stawał jakiś namiot, więc Rózia zaprogramowała się że na hasło "lato" odzewem jest "cyrk". Obiecałam że RAZ pójdziemy i słowa dotrzymam. Jeśli pokocha to co tam ujrzy, to Julinek wzbogaci się o uczennicę z obłędnikiem. Obłędnik, jest to hybryda błędnika (odziedziczona po mnie), mająca niewiele wspólnego ze zmysłem równowagi, za to doprowadzająca postronnych do szału. Ludzie z obłędnikiem nie zawsze trafiaja centralnie w drzwi, wywalają się na prostej drodze, strącają łokciem oddalone o pięć metrów miśnieńskie porcelany...
Idealny materiał na cyrkowca.
Póki co, Róża ćwiczy tańce z pomponami w stylu american cheelider. Choreografia własna, rymy własne , tematyka życiowa. Próbka?
" w ki-bel-ku
w ki-bel-ku
ro-bi-się -si-ku"
"Mamo! Tu jest jakaś kłamczuchowa biedronka!"
Subskrybuj:
Posty (Atom)









